MIT I – „Zmienianie znaczenia słów powinno być zabronione”

obalamy mity językowe

Tak sobie myślę, że jeżeli coś jeszcze jest pewne prócz śmierci i podatków to również to, że zmiany w językach dokonują się nieustannie. To uniwersalna cecha wszystkich języków na całym świecie. No może z wyjątkiem łaciny, którą już nikt się nie posługuje na co dzień. Wiesz, że uczyłam się łaciny przez jakieś 2 lata? Uczyłam – hmmm czas niedokonany, bo nigdy się jej nie nauczyłam. Dlaczego, bo nie widziałam sensu. Na pewno dobrze wiesz o tym, że jednym z kluczowych elementów w osiąganiu efektów w nauce jest chęć rozumienia przyswajanej treści oraz znalezienie sensu po, co w ogóle to robię. Ja nie widziałam ani sensu uczenia się martwego języka, ani nie rozumiałam jego reguł, bo zwyczajnie nie chciałam.

To ważna wiadomość dla ciebie.
Bez chęci zrozumienia oraz znalezienia sensu w nauce języka jest ryzyko, że utkniesz w miejscu.

To ważne byś znalazł w języku coś dla siebie. Szczególnie w przypadku, kiedy Twoja motywacja jest raczej zewnętrzna. Wracając do naszego mitu. Wyobraź sobie, że słownik Cambridge publikuje na swojej stronie internetowej zupełnie nowe słowa co kilkanaście dni. A przecież znaczenie oraz użycie słów już istniejących również ulega zmianom. Wychodzi z tego naprawdę potężny arsenał słów do zmiany. Co oczywiście budzi poparcie wśród tych, którzy widzą konieczność zmian oraz sprzeciw wśród osób, które uważają, że powinniśmy robić wszystko, by do takich zmian nie dopuszczać, bo to niebezpieczne.

Sprawa pomiędzy nimi zostaje nierozstrzygnięta, gdyż żadna ze stron nie powstrzyma zmian. Zastanawiałam się, co ja właściwie myślę na ten temat. Redagując ten wpis, byłam już po Prima Aprilis. Przypomniałam sobie wtedy, że w ramach żartu ktoś opublikował na Facebooku wpis, jakoby formę „wogule” oficjalnie uznano za prawidłową ze względu na jej powszechne użycie wśród społeczeństwa polskiego. Złapałam się za głowę. Ale jak to? Przecież to źle wygląda i w ogóle no nie. Jak tak można zmieniać?

Pomyślałam, że będę to musiała jakoś przełknąć skoro stało się tak popularne, że wymusiło zmiany w uchwale z ramienia Rady Języka Polskiego. Dlatego rozumiem obie strony, bo jestem gdzieś pomiędzy. O ile łatwiej mi zaakceptować dodawanie do słownika zupełnie nowych słów, jak np. „brexiting”; „Google it” itp., tak np. używanie słowa „bukować” zamiast „rezerwować”, już gorzej.

Na koniec ciekawostka. Czy wiesz, że kiedyś pytanie „Did you see my son?” brzmiało „Saw you my son?”.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *